PO jest jak zła matka, porzuca swoje dzieci (swoich wyborców)

W swoim ostatnim wpisie stawialem tezę, iż na prezydenckich debatach Komorowskiego i Dudy, tak naprawdę i w dłuższej perspektywie skorzystał Paweł Kukiz. I oto mamy dzisiaj potwierdzenie tego stanu rzeczy.

W sondażu IBRiS dla SE: Partia Kukiza dogania PO. Rozkład głosów przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi wygląda następująco: PiS – 29,7%, PO – 22,4%, Ruch Obywatelski Pawła Kukiza – 21,3%, Partia Leszka Balcerowicza – 5,7%, SLD – 4%, PSL – 3,2%.



Czy to zapowiedź totalnej demolki PO i zmiany kształtu polskiej sceny politycznej? Jeśli wierzyć trendom - tak. Dynamika zmiany jest tak ogromna, że partia PK stanie się z całą pewnością trzecią, a może i drugą siłą polskiego Sejmu.

PO już od pierwszego dnia po przegranych wyborach prezydenckich popełnia błąd, który znów nabija licznik Kukizowi. Nie jest nim wbrew temu o czym piszą media i eksperci - powyborcze rozliczanie i pewien zauważalny chaos, próba zrzucenia winy na Komorowskiego. To wszystko drobne, w sumie grzeszki w porównaniu z tym, co może PO dobić. A cóż to takiego?

Odwołam się do biznesowej zasady, którą profesjonalni managerowie stosują w sytuacji kryzysu

" To ludzie są najważniejszym zasobem organizacji, a efektywne zarządzanie nimi jest kluczem do sukcesu"

PO zapomina o swoich wyborcach! Jest jak zła matka, która w chwili kryzysu, w sytuacji problemu - porzuca swoje dzieci. Za bardzo koncentruje się na sobie i swoim aparacie. Tymczasem powinna znów otwrzoyć się na swój "żelazny" elektorat (bo taki ma i jest on wbrew pozorom bardzo liczny) Na tych, którzy stanowią jej bazę, fundament. A bynajmniej nie napędza dobrych, trwałych relacji i mocnych więzi z wyborcami straszenie PiSem. Brak jest bowiem w przekazie PO wartości, które dopingują, łączą, mobilizują, motywują.

Strach, każdy manager to wie, jest złym motywatorem. Potrzeba czegoś, co pobudzi tzw. motywację wewnętrzną wyborcy PO, co sprawi, iż poczuje on silną tożsamość ze swoim ugrupowaniem, realnie zacznie mu kibicować. To zaś przełoży się na wyborczą aktywność i głos przy urnie.

Polityka strasznie PiSem przyniosła w kampanii Bronisława Komorowskiego opłakane rezultaty, bo z oczywistych powodów innych dać nie mogła.

Czy zastanawialiście się nad tym, że wszelkie zakazy, ostrzeżenia i groźby, prezentowane są najczęściej w smutnej formule eksponującej szkody i straty jakie z tytułu ich nieprzestrzegania ponosimy? Na przykład zakaz palenia – podkreśla zagrożenia dla zdrowia jakie ten nałóg niesie ze sobą. Wychodzi średnio bo liczba palaczy jakoś ekspresowo wcale nie spada. A może dla lepszego efektu należałoby mówić o pozytywnej stronie bycia niepalącym?

Zamiast kija – marchewka. To w wielu obszarach społecznego funkcjonowania o wiele lepiej działa.

Badania psychologiczne jednoznacznie potwierdzają, że efektywność w przekonywaniu osiąga się na pozytywnych przykładach. Te są bowiem przez nas traktowane jako bardziej osobiste i wiarygodne.

Mając do wyboru wizualizację prezentującą raka płuc i lśniąco biały uśmiech, wybiorę tą drugą i będę myślał o pozytywnym efekcie, który ona prezentuje. Obraz zniszczonych płuc szybko wyprę ze swojej pamięci – choć będzie szokował to skutek odniesie na krótko. Trwały efekt przyniesie to, co mnie zainspiruje do działania. O wiele skuteczniej uczyni to pozytywny przekaz prezentujący korzyść niż strach.

PO winna natychmiast odbudować zaufanie wśród swoich wyborców do własnej sprawczości, dynamiki i siły. A nic tak nie buduje zaufania jak otwartość.

Istnieje pewien mit związany z zarządzaniem, który mówi, że jako np. manager nie powinniśmy za bardzo zbliżyć się do swoich pracowników, że nie wolno przyjaźnić się w pracy. Proponuję odłożyć ten mit do lamusa.

Jest wiele przekonujących dowodów potwierdzających tezę, że lepiej słuchamy osób przyjaznych. Ktoś, komu ufamy, komu na nas zależy, kogo znamy – będzie dla nas lepszym liderem, współpracownikiem, partnerem. Z większą gotowością i zaangażowaniem powierzymy takiej osobie nasze sprawy. Tak w biznesie, jak i w życiu. W polityce też to działa!

Przecież to właśnie nasi przyjaciele i członkowie rodziny najczęściej pozostają dla nas najważniejszym źródłem informacji na ważne, istotne dla nas tematy, takie jak: zdrowie, wakacje, finanse, edukacja, praca. Prawda? Po prostu ludzie wolą podążać za kimś, kogo lubią, komu ufają. Aby więc obdarzano zaufaniem właśnie nas – powinniśmy być otwarci na innych, ale także – uwaga – dla innych. Otwarci to znaczy skorzy na dialog, rozmowę, słuchający głosów innych, nawet tych krytycznych, a nie zamknięci w wieży z kości słoniowej i - jak się okazuje - dogorywający w przekonaniu o własnej racji.

Czy politycy, liderzy PO wezmą sobie do serca takie właśnie wnioski? Czas pokaże. Póki co pracuje on na rzecz innych.
Trwa ładowanie komentarzy...